W pustyni i w puszczy, rozdział 37, str. 4

249 Lecz z drugiej strony obecność Kinga usuwała mnóstwo
tłumacz przysięgły niebezpieczeństw. Złośliwe i zuchwałe bawoły, które spotkali tegoż dnia dążące do małego jeziorka, gdzie zbierał się pod wieczór wszelki zwierz okoliczny, pierzchły na jego widok także i okrążywszy całe jeziorko piły po drugiej stronie. W nocy King,
przywiązany za tylną nogę do drzewa, pilnował namiotu, w którym
spała Nel; była to zaś straż tak pewna, że Staś kazał wprawdzie palić
ogień, ale uznał za rzecz zbyteczną otaczać obóz zeribą, chociaż
wiedział, że w okolicy zamieszkanej przez tak liczne stada antylop
nie może braknąć i lwów. Jakoż zdarzyło się tej samej nocy, że kilka ich poczęło ryczeć w olbrzymich jałowcach rosnących na zboczach wzgórz34. Mimo płonącego ognia lwy, znęcone zapachem koni,
zbliżały się do obozu, lecz gdy wreszcie Kingowi sprzykrzyło się
słuchać ich głosów i gdy nagle wśród ciszy rozległ się na kształt
grzmotu jego groźny „baritus”35 – umilkły jak niepyszne,
zrozumiawszy widocznie, że z tego rodzaju osobą lepiej jest nie
wdawać się w żaden bezpośredni interes. Dzieci spały też przez resztę nocy wybornie i dopiero świtaniem puściły się w dalszą podróż. Lecz dla Stasia zaczęły się znów troski i niepokoje.
Naprzód zmiarkował, że podróżują wolno i że nie będą mogli robić więcej nad dziesięć kilometrów dziennie. Posuwając się w ten sposób zdołaliby
wprawdzie za miesiąc dotrzeć do granicy Abisynii, ponieważ jednak
Staś postanowił iść we wszystkim za radą Lindego, a Linde twierdził
stanowczo, że do Abisynii przedrzeć się nie zdołają, przeto
pozostawała tylko droga do oceanu. Ale wedle obliczeń Szwajcara od
oceanu dzieliło ich przeszło tysiąc kilometrów – i to w prostej linii,
albowiem do leżącego bardziej na południe Mombassa było jeszcze















34
Jałowce w Abisynii i w górach Karamojo dochodzą do pięćdziesięciu metrów
wysokości. Elisèe Reclus. 35
Tak Rzymianie nazywali śpiew czy też krzyk wojenny legionów i Germanów, a także i ryk słoni. dalej, przeto cała podróż musiałaby zająć przeszło trzy miesiące czasu. Staś z trwogą myślał, że jest to trzy miesiące znojów, trudów i niebezpieczeństw ze strony szczepów murzyńskich, na które mogli natrafić. Byli jeszcze w kraju pustym, z którego wygnała ludność
ospa i wieści o rajzach derwiszów, ale Afryka jest w ogóle dość
ludna, musieli więc prędzej czy później wejść w okolice zamieszkane
przez nieznane pokolenia, rządzone jak zwykle przez dzikich i
okrutnych królików. Było nie lada zadaniem wynieść z takich opałów wolność i życie.

2008-10-24 10:20:20 



sms wysyłanie sms sms bramka internetowa przedszkole konstancin bramka sms Tynki sklep z lampami katowice bid directory